Witajcie, czas na krótką relacje z 50. Monte Calvaria. Tak jak zakładaliśmy – lekko nie było.

Wystartowaliśmy, w międzyczasie konieczny był szybki serwis, zmierzyliśmy się z różnymi nawierzchniami, dojazdówkami i ‘czymś’ zupełnie nowym. Finalnie ukończyliśmy. Kosztowało nas to wiele skupienia, złamaną felgę, dziurawą oponę, pogniecioną rejestrację… ale była to przygoda godna zapamiętania. Nowe doświadczenie, zebrane na własnej skórze, nauka pokory, przewidywania, cierpliwości. To dał mi jako kierowcy ten rajd. Chociaż specyfikacyjnie Solicjanowi zupełnie nie po drodze do takich imprez, ale mimo wszystko dzielnie stawił czoła stawianym mu wymaganiom.

Ale pokolei… J Pierwszego dnia w piatek, odbyły się 2 przejazdy – na warszawskim Bemowie, po ciemku, pierwsze wspólne metry ze świeżym pilotem zaowocowały w pierwsze nieporozumienia.

Kolejny dzień 14 odcinków o zmiennych trasach, warunkach. W 2gim przejeździe złamaliśmy felgę. Chociaż już wróżono nam lawetę… Zacisnęłam zęby i szybko zorganizowaliśmy akcję serwisową. Dzięki opanowaniu i szybkiej reakcji samochód został ponownie postawiony na sprawne koła i zdecydowaliśmy się jechać dalej. Kolejne etapy jechalismy już zapobiegawczo, równo i spokojnie, chociaż nie obyło się bez nieporozumień na pokładzie :- ) Moim ulubionym odcinkiem był ten rozgrywany w lesie. Poczułam się przez chwilę jak w swoim żywiole. Ostatecznie zakończyliśmy te zmagania na końcu stawki, ale nie to jest ważne. Ważnym jest to ile z tego wyniesliśmy. Założeniem było ukończyć rajd, skonfrontować prawdziwy rajd z innym typem imprez samochodwych na jakie uczęszczamy – nie myliłam się w swoich osądach. Rajdy to jeszcze większe przedsięwzięcie, jesli chodzi o temat przygotowania auta czy załogi. Tu bardzo wiele daje doświadczenie na takich odcinkach, w zmiennych warunkach, zmiennych nawierzchniach. Mieliśmy okazje spróbować swoich sił na szutrze, piachu, betonie, asfalcie, płytach i innych również sypkich. Wrażenia? Bardzo ciekaweJ

Podsumowując : ciekawe wyzwanie, któremu podołaliśmy. Wiele się nauczyliśmy i zyskaliśmy.

Dziękuje wszystkim tym, którzy pomogli wtedy kiedy najbardziej potrzebowaliśmy kilku par rąk. Pilotowi za sprawną współprace nie tylko na pokładzie, ale również przy serwisie. I wszystkim tym, którzy kibicowali.

Plany na nadchodzące tygodnie? Przygotować auto do kolejnych zmagań.

O szczegółach będziemy informować na bierząco J

Pozdrawiamy serdecznie

Ekipa GRT J